Długo zwlekałam z kupnem wosku, samplera a tym bardziej świecy. Cały czas prześladowała mnie myśl, że będą to pieniądze wyrzucone w błoto, bo przecież kupuję kota w worku. Tak sobie rozważałam kilka długich miesięcy, koniec końców kupiłam najmniejszą świecę, według mnie, o najbezpieczniejszym zapachu, czyli Fruit Fusion.
Powinnam wyczuć pomarańczę, limonkę i truskawkę, ale dla mnie to zapach bardziej cytrusowy. Moje pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne, mam jednak nadzieję, że woski będą intensywniejsze i trwalsze. Przynajmniej ta świeca, którą mam ja, nie grzeszy intensywnością zapachu, a wręcz przeciwnie, czuję niedosyt, chciała bym aby aromatem przesiąknął cały pokój, a nawet więcej.
To na pewno nie koniec mojego romansu z zapachami Yankee Candle, myślę jednak, że kolejny będzie miał formę tarty. Wątpię, żebym wydała 40 złotych na kolejną świeczkę.
Jakie są Wasze ulubione zapachy? Co możecie polecić na umilenie szarej i zimnej jesieni?
Ja jestem wierna woskom, nie tylko tej marki. Uwielbiam je i szkoda mi wydawać tyle pieniędzy na jedną tylko świecę, skoro wosków za tę samą cenę mogę mieć całe mnóstwo :)
OdpowiedzUsuń